niedziela, 9 czerwca 2013

Dyskusja Pomorza WTF?

    Krótki post o pomyśle jakim jest "Dyskusja Pomorza".
Dyskusja Pomorza to głównie strona  poświęcona problemom, minusom oraz superlatywom województwa w którym żyjemy. Strona będzie udostępniała co tydzień video z programem zawierającym treści nagrane w naszych miejscowościach. Widoki, wydarzenia a także wywiady. Czasami ze znanymi, czasami po prostu zwykłymi ludźmi. W tym programie wszyscy jesteśmy równi. Tematy będą różne. Od najśmieszniejszych, najciekawszych, najprostszych do tych najsmutniejszych, najbanalniejszych czy też najtrudniejszych.
     Blog, który piszę jest tylko i wyłącznie pisany przeze mnie. Posty nie zawierają materiałów ani tematów związanych z programem. W wolnym czasie są jedynie chwilą przyjemności. Lepsze posty udostępniam na blogu newsweek'a , gdzie mogę liczyć na wiele opinii i porady.
   Oto czołówka programu.



Bó bó bó bójka!

 
Czy bicie się jest wciąż w modzie? Czy jest dalej na tyle "zajebiste" by to robić?
Nie dawno dużo rozmawiałem ze znajomymi na temat tego czy bicie się jest wciąż problemem. Co jest w tym takiego, że sprawia niektórym tyle przyjemności i frajdy. Rozumiem, że często decyduje o tym za nich alkohol. Aczkolwiek wydaje mi się, że problem siedzi gdzieś o wiele głębiej. Tkwi chyba w człowieku. Alkohol nam tylko ułatwia tą decyzje, pozwala nam na podniesienie pięści.
Człowiek, który ma w sobie tyle agresji niestety ale nie powinien przebywać w społeczeństwie. Jest nieobliczalny. Rozumiem przyfasolić komuś gdy ktoś robi krzywdę komuś trzeciemu. Ale żeby zlać komuś mordę za nic? Tak. Będę mówił dosadnie bo to poważny problem.
Wydaje mi się jednak, że obecnie panuje kultura. Moda na bicie się mija. Oczywiście, są ewenementy, które rozwalą łeb komukolwiek z wielką przyjemnością. Za złe spojrzenie, za twarz. Często zdarza mi się chodzić na imprezy. Różne miejsca. Kluby, domówki, plenerowe. Albo mam szczęście albo jestem ślepy i bójki zdarzają się bardzo rzadko. Gdzie kiedyś widziałem je o wiele częściej. "Wow, ale super, temu rozerwali koszulę", "wow, przyjechała policja". Nie wiem, może dorastamy. Może stajemy się bardziej wykształceni i mniej nerwowi. Jak Wy uważacie? Czy bójki dalej są "fajne"?

Zdjęcie pobrano z:http://cdn3.se.smcloud.net/t/photos/thumbnails/197938/szpilka_zimnoch_bojka_na_konferencji_640x480.jpg

sobota, 8 czerwca 2013

Bogowie ulicy...

 
      Jesteśmy samobójcami czy po prostu mordercami? Kim jesteśmy, że decydujemy o czyimś życiu? Przepraszam jeśli Was uraziłem, ale jeśli nie należycie do tej grupy to jesteście wyjątkowi albo po prostu nie posiadacie prawa jazdy.
Czytając to co napisałem można dojść do wniosku, że kierowca za kierownicą staje się Bogiem. W pewnym sensie tak. To my decydujemy o tym czy szczęśliwie dojedziemy czy zatrzymamy się na pierwszym lepszym drzewie. Szkoda tylko, że nie zawsze mamy możliwość wyboru na którym drzewie. Bo ja na przykład lubię świerk, szczególnie w postaci choinki gdy wiszą na niej bombki i światełka.
Tak więc czy jesteśmy Bogiem w aucie? Może jednak bardziej pasowałaby kostucha? Bądźmy szczerzy z jednym - codziennie łamiemy jakieś prawo. Nie mówię tutaj o wymuszaniu pierwszeństwa w momencie gdy jest mega korek a nikt nie chce pozwolić nam się włączyć do ruchu. Niestety ale nie posiadamy tej kultury co nasi zachodni sąsiedzi. Oni przepuszczą, poczekają i to wszystko jeszcze z uśmiechem na twarzy. Może być masa ludzi na przejściu, on się zatrzyma. Nie śpieszy się. My nigdy nie mamy czasu by przepuścić. Nawet dziecko stojące na pasach niech sobie dalej stoi. Lepiej przyspieszyć i pokazać mu faka.
Niestety ale jeżdżę już autem trzy lata i to praktycznie codziennie. Przez pasy przechodzę od dwudziestu lat pewnie. W wakacje na półwyspie nie ma możliwości przejścia na drugą stronę jezdni jak tylko poprzez przejście po pasach. Ale jak przejść po tych pasach jak każdy zasuwa i nikt się nie zatrzyma?
Sam staram się być miłym i tolerancyjnym kierowcą. Nie zawsze, ale często się zatrzymuję i przepuszczam. Czasami bywają jednak sytuacje, że nie ma innej możliwości jak złamać prawo drogowe. Przejazd po ciągłej linie gdy coś się wlecze i wlecze. Ale nie o tym mowa. Zmierzam do jednego wielkiego wykroczenia. Prędkości.
 Pajacu zwolnij. Wiem, że Cię stać na "zajebiste" auto, wiem że jest tuningowane dziesięć razy ale dlaczego tak zasuwasz po mieście? Czy nie boisz się, że zaraz wybiegnie Ci na ulicę jakieś dziecko? Tak, odbije się od maski jadącego 200 km/h auta i walnie głową w beton i nic mu nie będzie. Wstanie i pobiegnie do mamy i zawoła "jaka frajda". Tutaj dodam jeszcze, że na tylnych siedzeniach swojej bryczki masz dziecko w foteliku. Jara je taka prędkość. Jedź szybko i wymijaj każde jadące auto. Pajacuj więcej. Twoje życie w sumie. Proszę tylko o jedno, nie chce by Twoje auto uderzyło moje. Bo to, że skopię Ci dupę to tylko na pocieszenie że przeżyłeś. Choć przy takiej prędkości to rozliczymy się w niebie.
    Nienawidzę szpanerów, którzy zasuwają ubogo po naszych ulicach. Rozumiem dodać gazu, ale z głową. Tam gdzie nikomu nie zrobimy krzywdy. Gdy jedziemy sami. Spoko, że jak ktoś pojedzie w mieście 63 km/h  to dostanie mandat a ktoś mający o wiele większą prędkość uniknie jakichkolwiek kar.  Ostatnio gdzie nie spojrzę to widzę artykuły, wiadomości o nowych wypadkach. Prosta droga, walnął w drzewo. Usnął? Zdarza się. Dostał zawału? Zdarza się. Jechał za szybko? Niestety ale wtedy i nasze wypasione auto może nie pomóc.
   Auto to pomimo wszystko ale niebezpieczna zabawka. Komfortowa, przyjemna ale trzeba do niej podchodzić z głową. Trzeba wiedzieć kiedy przycisnąć gaz, a kiedy po prostu zwolnić.

Zachęcam do polubienia naszej strony na facebooku:
https://www.facebook.com/pages/Dyskusja-Pomorza/643215422374159?fref=ts

Obrazek pobrano z:
http://i1.ryjbuk.pl/e85180a6adea26118fce7ef2f4e6e02423cef977/szybka-jazda-miasto-gif

piątek, 7 czerwca 2013

Półwysep - rowerowo idealny!

  

Nie znajdziemy lepszego miejsca na podróże rowerem niż Półwysep Helski i trasa Hel - Gdańsk. Idealne połączenie, piękne widoki i bezpieczeństwo.
    W czasie wakacji rower to znakomite narzędzie do podróżowania po Półwyspie i nie tylko. W czasie gdy auta stoją w korku my bez problemu dotrzemy w upragnione przez nas miejsce. Wystarczy jedynie odrobina chęci.
Wsiadamy na rower i jedziemy. Ścieżka rowerowa z Helu aż do samego Władysławowa ciągnie się praktycznie cały czas blisko zatoki. Piękne widoki, spokój i sama przyjemność. Tu słychać śpiewające ptaszki, tu szum morza. Gdy tylko czujemy się zmęczeni siadamy na kamieniach przy zatoce, lub też zatrzymujemy się w jakimś barze na smaczną rybkę. Jedynym minusem jazdy w dzień jest dosyć zatłoczona ścieżka, uczęszczana głównie przez wczasowiczów mieszkających na polach namiotowych między Chałupami a Władysławowem.  Od Władysławowa do Pucka dalej pięknie. Trasa ta emanuje spokojem i ciszą. Nie spotkamy tu żadnych ludzi chodzących po ścieżce. Od Pucka do Gdyni jedziemy trasą w małej oddali od wody, jednak trasa jest bezpieczna i piękna. Czas na zwiedzanie. Z Gdyni do Gdańska jedziemy już ścieżką prowadzoną miastem lub również nad morzem. Tam na promenadzie już nie raz spotkamy ludzi spacerujących z dziećmi, biegających czy też jeżdżących na rolkach. Masa ludzi.
   Wszystko to jednak podsumowałbym jako idealna trasa na rower. Wsiadamy i jedziemy. Troszkę kilometrów ale dlaczego by nie? Nikt nas do jeżdżenia na rowerze przecież nie zmusza, a ma to być tylko i wyłącznie sama przyjemność. Jaki pożytek możemy z tego mieć? Zdrowie. Zwiedzanie. Poznanie ciekawych miejsc. Oprócz tej trasy proponuję Hel - Karwia a nawet dalej. A może jednego dnia tam, a drugiego tam? Co zobaczymy po drodze? Latarnia morska w Rozewiu, latarnia morska w Helu,  fokarium w Helu, wieża widokowa we Władysławowie, akwarium Gdyńskie, molo w Sopocie, ORP Błyskawica w Gdyni, Kaszubskie sanktuarium w Swarzewie, Zamek w Rzucewie i wiele innych atrakcji w pobliżu.

czwartek, 6 czerwca 2013

RECENZJA - Morderstwo pierwszego stopnia

  Czasami zapominamy o starych dobrych filmach. Moimi ulubionymi są te z lat 1990 do 2000. Czasy wspaniałych filmów Roberta De Niro, Al Pacino, młodego Brada Pitta, czy też takich aktorów jak Dustin Hoffman, Christian Slater, Kevin Bacon, Denzel Washington. To były chyba czasy najlepszych dramatów. Takie jest moje zdanie. Teraz ciężko o film przy którym można się popłakać. Kiedyś nie potrzeba było efektów specjalnych, wybuchów by zrobić film na skalę światową.

   Dzisiaj obejrzałem film z 1995 roku, Morderstwo pierwszego stopnia. W rolach głównych Kevin Bacon, Chrsitan Slater i Gary Oldman. Reżyseria: Marc Rocco. Według mnie wszyscy aktorzy zasługują na wielką pochwałę. Zagrali niesamowicie. Znakomita gra aktorska to nie wszystko. Dołączyć do tego można scenariusz oraz wykonanie. Innowacyjne podejście do pracy kamerą. Ujęcia. Można bez problemu poczuć to co czuje oskarżony. Muzyka i dźwięk to już samo cudo. Film oceniam na: 8,5/10.
 Naprawdę można się popłakać. Polecam


Filmweb:
http://www.filmweb.pl/film/Morderstwo+pierwszego+stopnia-1995-1055

środa, 5 czerwca 2013

RECENZJA- Kaznodzieja z karabinem


KAZNODZIEJA Z KARABINEM (2011)

Dzisiaj obejrzałem bardzo ciekawy film "Kaznodzieja z karabinem". Na filmwebie oceniany na ocenę 7,2/10. I ja bym dał podobną ocenę.
Film trwający dwie godziny, trzymający jednak w napięciu od samego początku do końca. Nikt z nas nie pomyślałby nawet, że w czasie gdy my leżymy i oglądamy sobie film, inni walczą gdzieś o swoje życie. Film opowiada o mężczyźnie będącym na początku złym człowiekiem, który poprzez różne koleje losu nawraca się i staje człowiekiem Boga. Wszystko to zaprowadza go do Ugandy. Tam podejmuje się zadania ratowania dzieci. Buduje sierociniec w którym opiekuje się i chroni dzieciaki. Tylko miłość potrafi przezwyciężyć tę wojnę. Postawa człowieka niesamowita. Film pokazuje, że każdy może się zmienić i pomóc innym. 





Sam Childers:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Sam_Childers

"...W siódmej klasie popadł w alkoholizm, uzależnienie od heroiny i kokainy, zaczął pracować jako ochroniarz przy transakcjach narkotykowych, a jazda na motocyklu stała się dla niego stylem życia..."
"...Niedługo po tym, jego żona nawróciła się na chrześcijaństwo, a on sam przeżył przemianę duchową dopiero po zajściu przez nią w ciążę, co odczytał jako interwencję Boga..."
"...Za namową pastora, w 1998 roku wyruszył w swoją pierwszą ze swoich podróży do Sudanu, w trakcie których narażony był na ataki (m.in odwetowe) Armii Bożego Oporu (LRA) ..."
"...Przydomek "Kaznodziei z karabinem" (ang. Machine Gun Preacher) zyskał dzięki chronieniu utworzonego przez siebie domu dziecka z AK-47 w ręku oraz organizacji zbrojnych rajdów na terytoria LRA w celu ratowania tamtejszych dzieci...."

Filmweb:

http://www.filmweb.pl/film/Kaznodzieja+z+karabinem-2011-559494

O miłości do końca...

      Kilka lat temu gdy byłem jeszcze gówniarzem napisałem wiersz. Do dzisiaj często go sobie czytam. Strasznie mi się podoba. Chyba najlepszy wiersz jaki napisałem. Co mnie natchnęło do napisania go? Pierwsze dwie części napisałem by pokazać jak trudną pracą jest zawód rybaka. Ciężka, niebezpieczna i daleko od rodziny. Po napisaniu tych części doszło do tragicznych wydarzeń. Najpierw zmarła babcia, która zachorowała na raka. Po tych cierpieniach które przeżywała, mogę stwierdzić że śmierć nie jest łatwa. Umierać trzeba umieć. W ostatnich godzinach jej życia prawdopodobnie błagała już o śmierć. Modliła się słowami które do dziś utknęły mi w pamięci: "Jezu litości miej, nie odrzucaj córeczki swej". Nawet te cierpienia nie pozwoliły jej zwątpić w Boga. Po dwóch latach od tamtego dnia zmarł dziadek. Trafił do szpitala na grypę. Jako że był okres Bożego Narodzenia wielu lekarzy miało wolne. Jakimś cudem zwykła choroba przeobraziła się w ostateczne odliczanie. Nie chcę już teraz wnikać w to kto popełnił błąd. Nie mówiłem tego wtedy, więc teraz zamilknę. Traktowanie jednak dziadka nie należało do najprzyjemniejszych.
Ostatecznie jednak wrócił do domu. Było już pewne, że szpital nic nie zrobi i że dziadka czeka jedno - śmierć. Zmarł. Wydarzenia te choć smutne dały mi dużo do myślenia. Napisałem część trzecią i czwartą wiersza. Tym chciałbym im oddać hołd za to jak żyli, jakimi byli ludźmi i jak wychowali swoje dzieci. Trafili na ciężkie czasy. Do samego jednak końca się kochali. Wydaje mi się że tyle sił do życia dawała im właśnie ta miłość do siebie i dzieci. Potrafili przeżyć wojnę ale i nie poddać śmierci. Przeżyli to czego my młodzi pewnie byśmy nie potrafili. Tutaj "chowają się" wszystkie wymyślone historie o romantycznej miłości, dramaty. Dziadkowie to wszystko przeżyli. Rozłąki. Bóle. Cierpienia. Łzy. Ale i szczęścia. Piątą część napisałem już tak przy chwili natchnienia. Nawiązuje do wydarzeń z części pierwszej i drugiej. Wszystkie te części napisane w różnych odstępach czasu postanowiłem połączyć w jedną całość. Nie wiem jak wiersz wypada od strony stylistycznej i tak dalej, jednak błędy te uznałbym za najmniejszy problem. Skupiłem się na treści. 








Rybak – rodzina i praca,

czyli to co kocham


 
Bądź dobrym człowiekiem a będziesz na świecie nawet gdy Ciebie już tu nie będzie.
Na zdjęciach, w książce i w sercach ludzi…
              
                                                                           Dla babci i dziadka...
                                                        I
To nie był maj, czerwiec ani lipiec.
Czas czasami wolniej albo szybciej musi biec.
To był marzec… miesiąc jeszcze chłodny.
Nie jeden człowiek wtedy głodny
szuka gorącego kominka, schronienia i jedzenia.
Czegoś, byle czego do przegryzienia.
Dwaj mężczyźni, nie będący rodziną,
jak brat z bratem z uśmiechniętą miną
o wczesnej porze, gdy reszta jeszcze spała.
O godzinie gdy kogutowa o pianiu jeszcze nie myślała
ubrali się w śmierdzące płaszcze.
Nałożyli wielkie kalosze na nogi jeszcze
i wyszli ze swych domów z uśmiechem
Z wielką radością, zadowoleniem.
Lecz prawdą było, że w domach było im dobrze,
bo tam jest babcia, która zawsze pomoże,
tam jest żona kochająca i zawsze piękna,
najpiękniejsza ze wszystkich kobiet, cudna.
Tam są dzieci, które wołają „Tato, tato”,
jest ich tylko piątka, a jakby ich było wielkie stado.
Mężczyźni spotkali się w porcie,
poprawili sobie wełniane gacie
i wsiedli do łódki, odpłynęli na wody…
Teraz przed nimi będą same trudy…
                                                                       II
Kobiety już w domach kolację szykują,
na powrót męża się przygotowują.
Dochodzi już wieczór, ciemno się robi…
Czas leci, a wszyscy przy stole czekają głodni.
Ojciec przy stole być musi,
bo kto inny modlitwę odmówi…
Kobiety pięknie ubrane,
suknie długie wyszywane.
Babcia w bujanym fotelu z krzyżykiem w ręce,
a na stole stos śpiewników w zakurzonej teczce.
Tu chłopiec w oknie wypatruje tatusia,
a tam dziewczynka z mamusią gra w „Piotrusia”.
Czas płynie szybko,
„oni już powinni wracać, być blisko”
-myślą kobiety.
Denerwują się, wychodzą, zakładają berety.
Na zewnątrz zimno
i strasznie już ciemno.
Dziś nie jest tak jak zawsze…
Kobiety poczuły się nagle jakby starsze.
Tyle lat, dzień w dzień mężowie wracali razem,
równo z czasem, czasami przed czasem.
Dziś… tak już nie było…
Coś się zmieniło.
Kilka godzin później,
gdy stało się jeszcze zimniej,
ktoś zapukał do drzwi domku…
Kobieta coś gotowała w garnku,
lecz usłyszawszy to pobiegła otworzyć drzwi.
Patrzy… widzi …
Mąż wrócił…
Łódkę w sztormie stracił,
ale on i Jego przyjaciel są cali i zdrowi.
Oboje na dalsze życie gotowi.
                                                                       III
Mężczyzna i kobieta stali się dziadkami,
stali się już emerytami.
Oboje nadal kochali tak samo swoje rodziny.
Zawsze, ale to zawsze mieli uśmiechnięte miny.
Wspominali często swe dziecięce czasy,
Kiedy to nienawidzono czarnej rasy,
kiedy to była straszna wojna,
kiedy każda osoba była głodna,
kiedy pieniądze miał tylko wysoko postawiony,
a każdy dobry Polak był własną krwią zakrwawiony… 
Ciężkie były czasy młodości,
lecz na starość przyszły czasy obfitości…
W sklepie… wszystko… wszędzie…
Teraz mało kto żyje w biedzie.
Mężczyzna ten pracował też w domu całymi dniami,
tu rąbał drzewo, a potem po lesie ganiał za grzybami.
Kobieta ta zajmowała się dziećmi
i wszelkimi w domu porządkami…
Dom wielki stał pod ogromnym drzewem kasztanowym
i świat był w nim pięknem przepięknym.

                                                                       IV
Odeszli…
Do innej krainy przeszli…
Lecz są tu nadal z dziećmi już dorosłymi,
kiedyś takimi małymi , teraz dużymi.
Pozostali w sercach i na zdjęciach.
Pozostali w myślach i wspomnieniach.
Nie da się wyrazić w słowach ich dobroci.
Ich uśmiechów, żartów i miłości.
                                                                       * * *
Zły człowiek pozostaje jedynie na papierze,
pojawia się, robi coś i znika jak zwierze.
Przeczytasz o nim w książce od historii,
i polecisz być może do pracy do Mongolii,
gdzie już książki tej mieć nie będziesz…
A serce swe zawsze ze sobą wszędzie zabierzesz.
A w sercu tym nie ma miejsca dla złego.
Tam jest miejsce tylko dla człowieka dobrego.
V - Napisano: rok 2011     
                                                                       V
                                                           …na morzu
Na szczęście było nas dwóch.
Poczułem wiatru lekki podmuch.
Wtedy w oddali usłyszałem dźwięk straszny.
Był taki groźny lecz niewyraźny.
Buuum… piorun uderzył w wodę.
Zerwałem się na nogi, chwyciłem za brodę.
Huk! Burza z każdą sekundą była coraz bliżej…
Nagle spojrzałem się wyżej.
Chlup.. Na twarz spadła mi kropla mała.
A za chwilkę nie wiadomo skąd ulewa się straszna zerwała.
W dodatku mgła była okropna.
Buuum.. uderzyła w burtę nas fala ogromna.
Zerwał się sztorm wielki…
Fala za falą biła łódkę, straszne męki…
W końcu podmuch wiatru i cios fali podzielił łódkę na dwie połowy ..
Wpadliśmy do wody, mocząc się od stóp po głowy.
Brr… Woda zimna, marcowa…
Nagle zaniemówiłem, stałem się jak niemowa.
Podpłynął do nas duży kuter z rybakami.
Zaczęli rzucać długimi linami.
Wciągnęli nas na pokład.
Podali nam smaczny obiad.
Uratowali nas i zaopiekowali się nami.
Wróciliśmy więc do domu z pełnymi brzuchami.
Nie jest stratą stracić jakąś rzecz.
W walce o życie, rzeczom mów „precz”!