czwartek, 6 czerwca 2013

RECENZJA - Morderstwo pierwszego stopnia

  Czasami zapominamy o starych dobrych filmach. Moimi ulubionymi są te z lat 1990 do 2000. Czasy wspaniałych filmów Roberta De Niro, Al Pacino, młodego Brada Pitta, czy też takich aktorów jak Dustin Hoffman, Christian Slater, Kevin Bacon, Denzel Washington. To były chyba czasy najlepszych dramatów. Takie jest moje zdanie. Teraz ciężko o film przy którym można się popłakać. Kiedyś nie potrzeba było efektów specjalnych, wybuchów by zrobić film na skalę światową.

   Dzisiaj obejrzałem film z 1995 roku, Morderstwo pierwszego stopnia. W rolach głównych Kevin Bacon, Chrsitan Slater i Gary Oldman. Reżyseria: Marc Rocco. Według mnie wszyscy aktorzy zasługują na wielką pochwałę. Zagrali niesamowicie. Znakomita gra aktorska to nie wszystko. Dołączyć do tego można scenariusz oraz wykonanie. Innowacyjne podejście do pracy kamerą. Ujęcia. Można bez problemu poczuć to co czuje oskarżony. Muzyka i dźwięk to już samo cudo. Film oceniam na: 8,5/10.
 Naprawdę można się popłakać. Polecam


Filmweb:
http://www.filmweb.pl/film/Morderstwo+pierwszego+stopnia-1995-1055

środa, 5 czerwca 2013

RECENZJA- Kaznodzieja z karabinem


KAZNODZIEJA Z KARABINEM (2011)

Dzisiaj obejrzałem bardzo ciekawy film "Kaznodzieja z karabinem". Na filmwebie oceniany na ocenę 7,2/10. I ja bym dał podobną ocenę.
Film trwający dwie godziny, trzymający jednak w napięciu od samego początku do końca. Nikt z nas nie pomyślałby nawet, że w czasie gdy my leżymy i oglądamy sobie film, inni walczą gdzieś o swoje życie. Film opowiada o mężczyźnie będącym na początku złym człowiekiem, który poprzez różne koleje losu nawraca się i staje człowiekiem Boga. Wszystko to zaprowadza go do Ugandy. Tam podejmuje się zadania ratowania dzieci. Buduje sierociniec w którym opiekuje się i chroni dzieciaki. Tylko miłość potrafi przezwyciężyć tę wojnę. Postawa człowieka niesamowita. Film pokazuje, że każdy może się zmienić i pomóc innym. 





Sam Childers:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Sam_Childers

"...W siódmej klasie popadł w alkoholizm, uzależnienie od heroiny i kokainy, zaczął pracować jako ochroniarz przy transakcjach narkotykowych, a jazda na motocyklu stała się dla niego stylem życia..."
"...Niedługo po tym, jego żona nawróciła się na chrześcijaństwo, a on sam przeżył przemianę duchową dopiero po zajściu przez nią w ciążę, co odczytał jako interwencję Boga..."
"...Za namową pastora, w 1998 roku wyruszył w swoją pierwszą ze swoich podróży do Sudanu, w trakcie których narażony był na ataki (m.in odwetowe) Armii Bożego Oporu (LRA) ..."
"...Przydomek "Kaznodziei z karabinem" (ang. Machine Gun Preacher) zyskał dzięki chronieniu utworzonego przez siebie domu dziecka z AK-47 w ręku oraz organizacji zbrojnych rajdów na terytoria LRA w celu ratowania tamtejszych dzieci...."

Filmweb:

http://www.filmweb.pl/film/Kaznodzieja+z+karabinem-2011-559494

O miłości do końca...

      Kilka lat temu gdy byłem jeszcze gówniarzem napisałem wiersz. Do dzisiaj często go sobie czytam. Strasznie mi się podoba. Chyba najlepszy wiersz jaki napisałem. Co mnie natchnęło do napisania go? Pierwsze dwie części napisałem by pokazać jak trudną pracą jest zawód rybaka. Ciężka, niebezpieczna i daleko od rodziny. Po napisaniu tych części doszło do tragicznych wydarzeń. Najpierw zmarła babcia, która zachorowała na raka. Po tych cierpieniach które przeżywała, mogę stwierdzić że śmierć nie jest łatwa. Umierać trzeba umieć. W ostatnich godzinach jej życia prawdopodobnie błagała już o śmierć. Modliła się słowami które do dziś utknęły mi w pamięci: "Jezu litości miej, nie odrzucaj córeczki swej". Nawet te cierpienia nie pozwoliły jej zwątpić w Boga. Po dwóch latach od tamtego dnia zmarł dziadek. Trafił do szpitala na grypę. Jako że był okres Bożego Narodzenia wielu lekarzy miało wolne. Jakimś cudem zwykła choroba przeobraziła się w ostateczne odliczanie. Nie chcę już teraz wnikać w to kto popełnił błąd. Nie mówiłem tego wtedy, więc teraz zamilknę. Traktowanie jednak dziadka nie należało do najprzyjemniejszych.
Ostatecznie jednak wrócił do domu. Było już pewne, że szpital nic nie zrobi i że dziadka czeka jedno - śmierć. Zmarł. Wydarzenia te choć smutne dały mi dużo do myślenia. Napisałem część trzecią i czwartą wiersza. Tym chciałbym im oddać hołd za to jak żyli, jakimi byli ludźmi i jak wychowali swoje dzieci. Trafili na ciężkie czasy. Do samego jednak końca się kochali. Wydaje mi się że tyle sił do życia dawała im właśnie ta miłość do siebie i dzieci. Potrafili przeżyć wojnę ale i nie poddać śmierci. Przeżyli to czego my młodzi pewnie byśmy nie potrafili. Tutaj "chowają się" wszystkie wymyślone historie o romantycznej miłości, dramaty. Dziadkowie to wszystko przeżyli. Rozłąki. Bóle. Cierpienia. Łzy. Ale i szczęścia. Piątą część napisałem już tak przy chwili natchnienia. Nawiązuje do wydarzeń z części pierwszej i drugiej. Wszystkie te części napisane w różnych odstępach czasu postanowiłem połączyć w jedną całość. Nie wiem jak wiersz wypada od strony stylistycznej i tak dalej, jednak błędy te uznałbym za najmniejszy problem. Skupiłem się na treści. 








Rybak – rodzina i praca,

czyli to co kocham


 
Bądź dobrym człowiekiem a będziesz na świecie nawet gdy Ciebie już tu nie będzie.
Na zdjęciach, w książce i w sercach ludzi…
              
                                                                           Dla babci i dziadka...
                                                        I
To nie był maj, czerwiec ani lipiec.
Czas czasami wolniej albo szybciej musi biec.
To był marzec… miesiąc jeszcze chłodny.
Nie jeden człowiek wtedy głodny
szuka gorącego kominka, schronienia i jedzenia.
Czegoś, byle czego do przegryzienia.
Dwaj mężczyźni, nie będący rodziną,
jak brat z bratem z uśmiechniętą miną
o wczesnej porze, gdy reszta jeszcze spała.
O godzinie gdy kogutowa o pianiu jeszcze nie myślała
ubrali się w śmierdzące płaszcze.
Nałożyli wielkie kalosze na nogi jeszcze
i wyszli ze swych domów z uśmiechem
Z wielką radością, zadowoleniem.
Lecz prawdą było, że w domach było im dobrze,
bo tam jest babcia, która zawsze pomoże,
tam jest żona kochająca i zawsze piękna,
najpiękniejsza ze wszystkich kobiet, cudna.
Tam są dzieci, które wołają „Tato, tato”,
jest ich tylko piątka, a jakby ich było wielkie stado.
Mężczyźni spotkali się w porcie,
poprawili sobie wełniane gacie
i wsiedli do łódki, odpłynęli na wody…
Teraz przed nimi będą same trudy…
                                                                       II
Kobiety już w domach kolację szykują,
na powrót męża się przygotowują.
Dochodzi już wieczór, ciemno się robi…
Czas leci, a wszyscy przy stole czekają głodni.
Ojciec przy stole być musi,
bo kto inny modlitwę odmówi…
Kobiety pięknie ubrane,
suknie długie wyszywane.
Babcia w bujanym fotelu z krzyżykiem w ręce,
a na stole stos śpiewników w zakurzonej teczce.
Tu chłopiec w oknie wypatruje tatusia,
a tam dziewczynka z mamusią gra w „Piotrusia”.
Czas płynie szybko,
„oni już powinni wracać, być blisko”
-myślą kobiety.
Denerwują się, wychodzą, zakładają berety.
Na zewnątrz zimno
i strasznie już ciemno.
Dziś nie jest tak jak zawsze…
Kobiety poczuły się nagle jakby starsze.
Tyle lat, dzień w dzień mężowie wracali razem,
równo z czasem, czasami przed czasem.
Dziś… tak już nie było…
Coś się zmieniło.
Kilka godzin później,
gdy stało się jeszcze zimniej,
ktoś zapukał do drzwi domku…
Kobieta coś gotowała w garnku,
lecz usłyszawszy to pobiegła otworzyć drzwi.
Patrzy… widzi …
Mąż wrócił…
Łódkę w sztormie stracił,
ale on i Jego przyjaciel są cali i zdrowi.
Oboje na dalsze życie gotowi.
                                                                       III
Mężczyzna i kobieta stali się dziadkami,
stali się już emerytami.
Oboje nadal kochali tak samo swoje rodziny.
Zawsze, ale to zawsze mieli uśmiechnięte miny.
Wspominali często swe dziecięce czasy,
Kiedy to nienawidzono czarnej rasy,
kiedy to była straszna wojna,
kiedy każda osoba była głodna,
kiedy pieniądze miał tylko wysoko postawiony,
a każdy dobry Polak był własną krwią zakrwawiony… 
Ciężkie były czasy młodości,
lecz na starość przyszły czasy obfitości…
W sklepie… wszystko… wszędzie…
Teraz mało kto żyje w biedzie.
Mężczyzna ten pracował też w domu całymi dniami,
tu rąbał drzewo, a potem po lesie ganiał za grzybami.
Kobieta ta zajmowała się dziećmi
i wszelkimi w domu porządkami…
Dom wielki stał pod ogromnym drzewem kasztanowym
i świat był w nim pięknem przepięknym.

                                                                       IV
Odeszli…
Do innej krainy przeszli…
Lecz są tu nadal z dziećmi już dorosłymi,
kiedyś takimi małymi , teraz dużymi.
Pozostali w sercach i na zdjęciach.
Pozostali w myślach i wspomnieniach.
Nie da się wyrazić w słowach ich dobroci.
Ich uśmiechów, żartów i miłości.
                                                                       * * *
Zły człowiek pozostaje jedynie na papierze,
pojawia się, robi coś i znika jak zwierze.
Przeczytasz o nim w książce od historii,
i polecisz być może do pracy do Mongolii,
gdzie już książki tej mieć nie będziesz…
A serce swe zawsze ze sobą wszędzie zabierzesz.
A w sercu tym nie ma miejsca dla złego.
Tam jest miejsce tylko dla człowieka dobrego.
V - Napisano: rok 2011     
                                                                       V
                                                           …na morzu
Na szczęście było nas dwóch.
Poczułem wiatru lekki podmuch.
Wtedy w oddali usłyszałem dźwięk straszny.
Był taki groźny lecz niewyraźny.
Buuum… piorun uderzył w wodę.
Zerwałem się na nogi, chwyciłem za brodę.
Huk! Burza z każdą sekundą była coraz bliżej…
Nagle spojrzałem się wyżej.
Chlup.. Na twarz spadła mi kropla mała.
A za chwilkę nie wiadomo skąd ulewa się straszna zerwała.
W dodatku mgła była okropna.
Buuum.. uderzyła w burtę nas fala ogromna.
Zerwał się sztorm wielki…
Fala za falą biła łódkę, straszne męki…
W końcu podmuch wiatru i cios fali podzielił łódkę na dwie połowy ..
Wpadliśmy do wody, mocząc się od stóp po głowy.
Brr… Woda zimna, marcowa…
Nagle zaniemówiłem, stałem się jak niemowa.
Podpłynął do nas duży kuter z rybakami.
Zaczęli rzucać długimi linami.
Wciągnęli nas na pokład.
Podali nam smaczny obiad.
Uratowali nas i zaopiekowali się nami.
Wróciliśmy więc do domu z pełnymi brzuchami.
Nie jest stratą stracić jakąś rzecz.
W walce o życie, rzeczom mów „precz”!

wtorek, 4 czerwca 2013

Twarzą w twarz ze śmiercią...

    Co czujemy gdy jesteśmy od śmierci na wyciągnięcie ręki? Dzisiejszy artykuł nieco różniący się od poprzednich postanowiłem poświecić tematowi "prawdopodobnie ostatnich sekund życia". Dlaczego prawdopodobnie? Wiele się mówi o tym jak żyć, jak podchodzić do tematu śmierci. Tutaj jednak na pierwszy plan chciałbym wyłożyć pytanie co czujemy gdy wiemy że za chwilę umrzemy. Jednak jeszcze żyjemy ale śmierć jest tuż obok.
     Daleko od brzegu, głębokie morze, silny wiatr, wysokie fale i windsurfingowiec. Uważający się za dobrego windsurfera płynie jak zawsze, bez żadnych obaw przed siebie. Uśmiech na twarzy. Sylwetka wyprostowana jak na zawodowca przystało. Nagle chlup. Człowiek wpada do wody. Co w tym dziwnego? Sport jak sport. Wywrotka jak wywrotka. Bez zdenerwowania wynurza się z wody. Wchodzi na deskę i próbuje wyciągnąć żagiel. Pojawia się jednak mały problem, że żagiel odczepia się od deski bo łamie się przegub. Siada więc on na desce, i w jakikolwiek inny sposób próbuje połączyć obie części ze sobą. Rani sobie ręce. Krwawią.
W końcu udaje się jakoś połączyć sprzęt. Staje na desce. Wyciąga żagiel z wody. Wszystko by się udało gdyby deska była większa, bardziej wyporna. Tutaj jednak deska była mała i windsurfer wpada do wody po raz kolejny. I tym razem sprzęt się rozczepia. Deska zaczyna uciekać szybko z falami. Windsurfer rzuca się w pościg za deską. Płynąc wpław przy takim wietrze pozostaje jednak bez szans. Zatrzymuje się.
Wyczerpany po przepłynięciu długiego dystansu w pogoni za deską zastanawia się co począć dalej. Nie ma sił. Ręce nadal krwawią. Trzy wyjścia: pierwsze- płynąć dalej za deską, drugie- próbować płynąć do brzegu, trzecie- płynąć do żagla. Pierwsze, bez sensu. Drugie, za daleko. Trzecie, co mi da żagiel w takiej sytuacji?
Windsurfer poddaje się. Wie, że nie ma szans. Ukazuje mu się jednak nagle czwarta możliwość "wyjścia" z tej sytuacji. Poddać się. I tak się stało. Przestaje ruszać nogami, machać rękoma. Idzie na dno.
Tutaj miało wszystko się skończyć. Chwila trwająca wieczność. Moment, który pozostanie w pamięci na zawsze.
Nagle człowiek ten dostaje zastrzyku siły. Nie wiadomo skąd przychodzi mu do głowy myśl "spróbuj, nie poddawaj się". Windsurfer zaczyna wypływać. Łapie powietrze i płynie do dryfującego powoli żagla. Łapie się go i trzyma. Okazuje się żagiel unosi się na wodzie. Nie była to jednak przyjemna część wypadku ponieważ musi go co jakiś czas wyciągać by żagiel się nie zatopił. Gdy płynie w poziomie to pływa, gdy jednak obraca się w pion -idzie na dno. Walka o przetrwanie jakiej nie da się zapomnieć. Półtorej godziny męki i dryfowania. Coraz mniej sił, coraz zimniej i coraz więcej myśli. Ostatecznie jednak po jakimś czasie przypływa po niego motorówka i wyciąga go z wody. Biegnie do domu i ze łzami szczęścia, strachu i śmierci kładzie się do łóżka.
To były łzy śmierci. Łzy które widziały śmierć. Widziały koniec życia.
       
Dlaczego nie zostawiłeś żagla i nie położyłeś się od razu na desce?
  - W pierwszej chwili nie zdawałem sobie sprawy z tego, że za chwilę może stać się coś gorszego. Miałem nadzieję że uda mi się uratować cały sprzęt i bezpiecznie dopłynąć do brzegu.
Ile godzin tamtego dnia spędziłeś na wodzie?
-Trzy godziny świetnego pływania i półtorej godziny walki o przetrwanie.
Jak byłeś już tam daleko, dlaczego się poddałeś? Dlaczego nie walczyłeś?
-Byłem bez szans. Nie miałem kapoka, bo po co mi kapok skoro jestem tak znakomity i nigdy się nic nie dzieje. Teraz już wiem. Dlatego też się poddałem. Nie było wyjścia z tej sytuacji.
Co czułeś idąc na dno? Widziałeś śmierć?
-Wtedy nie widzi się śmierci. Widzi się całe swoje życie. To co zrobiłeś. To czego nie zrobiłeś. Kogo kochasz, na kim Ci zależy. Kogo skrzywdziłeś. Ile mogło trwać takie topienie się? Kilkanaście sekund maksymalnie.. a wtedy trwało to jak by kilkadziesiąt. Jakby czas stanął w miejscu. Widzę ten kolor wody, taki jakby granatowy. Widzę te glony pływające sobie w około.
W momencie gdy postanowiłeś powalczyć...
-Dostałem siły. Nie wiem skąd, ale uznaję to za cud. Wiem, że to był dar od Boga. Być może dał mi szansę i pokazał że mam się zmienić, że mam przemyśleć własne życie.
Co robiłeś podczas dryfowania? Gdy trzymałeś się żagla?
Prawda jest taka że mało było takich chwil żebym nic nie robił bo on na prawdę się obracał i topił co jakiś czas, wiec wyciągałem go i ustawiałem w poziomie. Było to męczące nie mając na czym stanąć, na czym się oprzeć. Udawało mi się to jednak i dzięki temu żyję. Oprócz tego dużo myślałem.. Uświadomiłem sobie wtedy, że nikt sobie nie zdaje sprawy z tego jakie mamy piękne morze, cudowne niebo, że tam daleko latają sobie spokojnie takie niezwykłe ptaki.
Na codzień nie zwracamy na to uwagi. Wtedy miałeś czas na przemyślenia.
-Prawda. Dziwny jest wtedy świat. Nie chce się go tracić. Przypominasz sobie że masz kochającą rodzinę , przyjaciół, że jesteś młody i że jeszcze tyle przed Tobą. Dużo siły dodawała mi wtedy modlitwa. Bóg był jedyną osobą, której można było się wyżalić i prosić o uratowanie.
Ostatecznie wszystko dobrze się skończyło. Czy długo przeżywałeś ten wypadek?
- Pierwsze co to chciałem zakończyć z pływaniem. Po dwóch tygodniach jednak odważyłem się wyjść na wodę. Później zostałem nawet instruktorem windsurfingu. Życie dało mi lekcję jakiej wielu z nas nigdy nie dostanie. Nikomu jej nie życzę.
Co stało się ze sprzętem?
Deskę straciłem, popłynęła daleko, daleko gdzieś... Żagiel wyłowili brat z kuzynem jakiś czas później, kawałek od miejsca skąd mnie wzięła motorówka.
Co byś poradził na sam koniec innym sportowcom, windsurferom, którzy jeszcze takiej walki nie przeżyli?
Nigdy nie wiadomo kiedy się to stanie. Zawsze jednak trzeba sprawdzić stan sprzętu i dobrze się zabezpieczyć. Ciepła pianka, kapok. Najlepiej pływać z kimś blisko albo z telefonem komórkowym. Obecnie nie ma problemu bo wodoodporne etui są tanie i łatwo dostępne. Co najważniejsze, warto uczyć się pływać wpław. Zawsze się może przydać.
Czy często zdarzają się podobne sytuacje do Twojej?
No jak na ilość ludzi pływających to myślę że rzadko. Zdarzają się jednak podobne sytuacje, że na przykład łamie się maszt czy właśnie przegub. Wtedy trzeba chwycić deskę, położyć się na niej i bezpiecznie dopłyniemy. Tak bym teraz zrobił.


poniedziałek, 3 czerwca 2013

Alkohol, fajki, narkotyki...

 
Epoka wysokiej rozdzielczości, wypasionych telefonów i szybkiego internetu. Zupełnie inne czasy niż dwadzieścia lat temu gdy ledwo co usłyszano o internecie. Dlatego ciężko nam zrozumieć się czasami z naszymi rodzicami. Wystarczy kilka lat różnicy a już powstają takie problemy w komunikowaniu się między sobą. Jaki problem podejmę tym razem? Zacznę od trudnego tematu jakim są używki. Podejdę do tematu jako młody człowiek. Używki wśród rówieśników jak i dorosłych.
   Obecnie alkohol dostępny jest wszędzie. Jeśli niepełnoletni nie kupi go w pierwszym sklepie, to dostanie go w drugim. Nie tutaj jednak szukałbym problemu, bo jeśli sklepy nie będą sprzedawać to czy mniej osób będzie piło? Nie prawda. Im coś jest mniej dostępne tym bardziej tego chcemy. Po drugie, młoda osoba poprosi o zakup osobę starszą i tyle. Po problemie. Sposobów na załatwienie alkoholu jest o wiele więcej.  Każdy z nas był młody i wielu z nas piło przed osiemnastką więc wiadomo jak jest.
Uważam, że alkohol w małej ilości od czasu do czasu nie wyrządzi człowiekowi żadnej krzywdy. Alkohol pozwala na łatwiejsze nawiązywanie kontaktów co przydaje się obecnie bo ludzie przez komputery i nie wychodzenie z domu stają się mało komunikatywni. Czy jest problem z alkoholem wśród młodzieży?Wszędzie mówi się, że młodzi są teraz tacy źli, że piją, palą i nie wiadomo co jeszcze. Ja jednak nie widzę różnicy w spożywaniu alkoholu przez młodych a starszych.
    Papierosy to niestety ale zjawisko często spotykane i nic tak nie boli jak paląca kobieta. Przynajmniej tak każdy mówi. Wszyscy jesteśmy uzależnieni od dymu tytoniowego, który krąży sobie po naszych ulicach miasta. Gdzie się nie obejrzysz zobaczysz kogoś z papierosem. Moje podejście jest bardzo proste. Im dalej ode mnie, tym lepiej. Jeśli jednak chce ktoś sobie psuć zdrowie to niech to robi. Byc może zupki z paczek, które nie raz zjadamy na obiad są bardziej szkodliwe niż papierosy. Obecnie w pokarmie jest tyle chemii, że nawet sobie sami nie zdajemy sprawy z tego co jemy i jak to wpływa na nasz organizm. Wychodzi więc na to, że nie tylko fajki doprowadzają do chorób organizmu. Jedno jest jednak pewne, że wiemy co jest w fajkach a nie wiemy co jest na przykład w takowej paczuszce zupki. Nikotyna wykazuje działania stymulujące co pozwala nam cieszyć się chwilą co sprawia że zapominamy o niebezpieczeństwie. Albo po prostu nie chcemy o tym pamiętać.
    Narkotyki. "Ktoś kto zapali raz jointa nie jest narkomanem" słowa psychologa i terapeuty od uzależnień Roberta Rutkowskiego, który tak wypowiedział się między innymi na temat marihuany w jednym z odcinków Dzień Dobry TVN. Zgadzam się z Panem Rutkowskim. Marihuana to środek, który sprawia że czujemy się jak Bogowie. Nic nam się nie chce. Stajemy się nie wzruszeni na bodźce zewnętrzne. Jesteśmy ale jak by nas nie było. Świat staje się taki piękny. Jednak jest wiele minusów, o wiele więcej niż plusów.
Środek ten bywa zabójczy, oprócz tego że niszczy nam każdą cząstkę organizmu, sprawia że stajemy się leniami. I znowu zacytuję słowa Pana Roberta Rutkowskiego, "stajemy się pierdołami życiowymi". Odechciewa nam się wszystkiego. Olewamy wszystkich i wszystko.
Dlatego zgadzam się, że jeśli ktoś zapali raz to nie jest narkomanem, ale jeśli ktoś pali nałogowo to niszczy sobie życie. Obecnie bez problemu można dostać zielsko. Rynek jest przepełniony. Nie trzeba wyjeżdżać do Amsterdamu by się zjarać. Wszystko mamy pod nosem.
     Używek jak jakieś sterydy, dopalacze jest o wiele więcej, ja jednak opisałem te trzy najważniejsze według mnie. Może i mniej szkodliwe niż te których nie opisałem ale najbardziej znaczące w świecie.
Podsumowanie jest proste. Jeśli chcesz sobie niszczyć życie, to właśnie to robisz.


Obraz pobrano z:
http://ocdn.eu/images/pulscms/NmU7MDMsMjA4LDAsMCwx/242f6fedb8ef1634588bc9d0cac24664.jpg

Dzień Dobry TVN:
http://dziendobry.tvn.pl/wideo,2064,n/marihuana-winna-smieci-nastolatka,74503.html

Częśc wywiadu:
http://kobieta.gazeta.pl/kobieta/10,88991,13397018,Psycholog__Marihuana_robi_z_czlowieka_zyciowa_pierdole.html

niedziela, 2 czerwca 2013

"Kur..." jako kocham Cię i nienawidzę ...

 "- No co kurw...?!
  - Spierd..! "
   
Chłopak z dziewczyną. Zakochani w sobie. Nie można sobie wyobrazić lepszej miłości. Ona dla niego zrobi wszystko, on dla niej również. Oboje mają ciekawe charaktery i są piękni. Jednego im czegoś brakuje. Poprawnej polszczyzny. Często również brakuje im tematów do rozmowy. Problem? Obecnie rzeczywistość.
Często można spotkać takie pary zakochanych którzy podczas kłótni wyzywają się nadzwyczaj ciekawie dla przechodniów. Czasami robi mi się ich żal, a czasami chce mi się śmiać. Jak więc mam się zachować? Powiedzieć im, że nie wypada przeklinać? Samemu przecież zdarzy mi się przekląć i to tak, bez okazji. To dlaczego piszę o nich? Dlaczego wypowiadam się o przeklinaniu jako o zjawisku negatywnym.
    Przeklinanie to obecny problem społeczeństwa. Nie tylko młodzieży ale i dorosłych. Od małych dzieci do ludzi starszych. Moja diagnoza to problem z ukazywaniem uczuć. Problem z przekazywaniem informacji, nie radzeniem sobie w trudnych sytuacjach. Bezradność. Nie potrafimy poradzić sobie samemu, bez pomocy drugiego człowieka. Obecnie mało ludzi jest na tyle samodzielnych i asertywnych by sobie poradzić. Jeśli takie osoby już są to są to osoby, które w swoim życiu osiągają pełnię szczęścia. Dochodzą do celu.
W nerwowych sytuacjach nie ma lepszego słowa jak "kurwa". Dlaczego? Bo nie wiem co mam powiedzieć, bo nie wiem co mam zrobić, a "kurwa" jest pewne i wszyscy to mówią gdy jest źle. Pomaga się odstresować.
    W czasie drugiej wojny światowej i wcześniej ludzie mogli wyładować się poprzez zastrzelenie kogoś czy poprzez uciekanie przed zabójcami. Obecnie jest nam na tyle dobrze i mamy wszystko czego chcemy więc pozostaje nam przeklinanie.
Obecnie mamy tylu idoli, którzy nie potrafią żyć bez przeklinania więc nie ułatwia to nam z "rzuceniem" brzydkich słów.
Szczerze? Pomimo tego, że przeklinanie jest mało komfortowe dla ucha to w sytuacjach stresu powinno być wykorzystywane jako sposób na rozładowanie emocji. Lepiej przekląć na kogoś niż go uderzyć.
    Oczywiście pisząc ten artykuł nie wspomniałem jeszcze o osobach które "kurwa" wstawiają w zdania jako przecinek. Takiego człowieka nie zamierzam bronić bo to już ewenement, który robi to dla szpanu. Ziomale tak mówią to i ja bambus będę tak mówił.
    Niestety ale nie jesteśmy  w stanie usunąć przekleństw wręcz jestem pewien że będzie ich coraz więcej. Wszystko dlatego że żyje nam się coraz lepiej. Nie będę tego tolerował ale w sytuacjach krytycznych wybaczam przekleństwa.
 

sobota, 1 czerwca 2013

Rodzice a dzieci, technologia a śmieci - część 1

    Po przeczytaniu pewnego artykułu w bardzo dobrym czasopiśmie *Newsweek pozwoliłem sobie na napisanie tekstu nawiązującego do tematu przewodniego jakim była rola rodziców, podejście dzisiejszych dzieci, młodzieży do życia i w ogóle. Tekst mówił o tym, że młodzi ludzie uzależnieni są od technologii, że nie potrafią nic samemu zrobić. Młodzież jest leniwa i na nic nie ma czasu pomimo tego że nic nie robi. Artykuł ukazywał różnice między dorosłymi a młodymi w bardzo prawdziwy sposób. Nie jestem w stanie w żaden sposób podważyć tego artykułu i zgadzam się z treścią i wydaje mi się że w pełni rozumiem przesłanie tekstu. Piszę ten artykuł by wyrazić własne zdanie i przedstawić moje wyobrażenie na ten temat oraz by krótko opisać różnice między wejrzeniem na temat ogólnopolskim a tylko na terenie Pomorza.
   Obecne czasy same ustalają nam priorytety. Człowiek bez studiów uważany jest często za głupiego. Przecież i takich ludzi nam potrzeba. Świat nie funkcjonowałby gdyby wszyscy byli dyrektorami własnej firmy. Firmy by upadały a ludzie tak czy inaczej zostali by zmuszeni do pracy fizycznej. Tak więc wykształcenie to pierwsza rzecz na którą chciałbym zwrócić uwagę. Teraz od najmłodszych lat oddaje się dzieci do jak najlepszych szkół, każdy ich wolny czas zapełnia korepetycjami doszkalającymi. Dobrze. Ważne jest by dziecko się rozwijało a nie stało w miejscu, ale nie zapominajmy by dziecko miało swoje dzieciństwo. Każdy musi mieć czas na zabawę.Wydaje mi się, że po prostu chcemy dla dzieci tego czego sami nie potrafiliśmy zrobić. Skoro nie potrafiłem uczyć się na okrągło dwanaście godzin to dlaczego moje dziecko ma mieć na to siłę i czerpać z tego przyjemność. Powinniśmy dzieci umieszczać w dobrych szkołach, ale dawać im czas na rozrywkę. Mamy prawo je ukierunkować przyszłościowo ale jeśli nie będzie chciał tego robić to nie nakazujmy. Skoro nie chce być tenisistą to niech nie gra w tenisa, może woli spędzać czas na rozwiązywaniu zadań.
    Drugi problem to rozpieszczanie dziecka. Wydaje mi się że w dzisiejszym świecie nie jesteśmy w stanie obronić się przed tym zjawiskiem. "Tato, tato a jasiu ma taki telefon". Każdy rodzic pragnie uszczęśliwić dziecko. Uśmiech dziecka to coś cudownego. Często rodzice są w stanie wydać ostatnie pieniądze tylko po to by te dzieci uszczęśliwić, a dzieci chcą jeszcze więcej. Sprawa jest dosyć skomplikowana i wymaga chyba jednak podejścia indywidualnego do każdego dziecka. Rozpieszczanie pomimo wszystko jest negatywne. Dziecko które chce wszystkie zawsze wszystkiego będzie chciało. Przyszłość może być wtedy trudna, bo gdy czegoś nie dostanie zaczną się problemy o wiele gorsze. Według mnie rozróżnia się dwa sposoby uszczęśliwienia dziecka. Rozpieszczanie dziecka, czyli nasze dziecko jest królem i zrobię co mi karze oraz drugi sposób chce by dziecko było szczęśliwe ale nie dam sobie usiąść na głowę. Oba ma swoje plusy i minusy. Jeśli będziemy zbyt mało wykazywać uczuć w sposób obdarowywania prezentami również może to być problemem w przyszłości. Dlatego pozostaje przy tym, że jest to sprawa indywidualna i tylko mówię jak jest.
     Trzeci problem to uzależnienia dzieci i młodzieży. Pierwsze wspomnienia dzieci to gra na komputerze. Być może jest i w tym dużo prawdy bo nasz świat opiera się obecnie na technologii. Laptopy, iphone'y, tablety. to tylko niektóre pokusy jakimi nas karmią. Karmią a my je łykamy. Jak jednak ich nie łykać skoro
bez nich jesteśmy bezużyteczni. Nie masz facebook'a - nie żyjesz. Nie masz komputera - nie istniejesz. Nie grasz w lol'a - jesteś noobem. Co gdybym nie potrafił włączyć komputera i z niego korzystać? Niektórzy dorośli jeszcze tego nie potrafią ale im można wybaczyć, ale gdyby to chodziło o młodego człowieka. Nie miałbym znajomych. Bez komputera czy telefonu nie skontaktuję się ze znajomymi przecież. Czy zdarzyło się  kiedyś tak, że nie było na przykład prądu przez kilka godzin? Albo brak internetu? Wtedy chodzę z miejsca na miejsce i w głębi duszy czuję frustrację. "Jak to nie ma internetu?"
Dlatego nie obejdziemy się bez internety, komputerów bo jest to teraz niezbędne w pracy czy szkole. Jednak powinniśmy pomyśleć nad pewnym ograniczeniem korzystania z tych cudów boskich, które sprawiają że jesteśmy tacy szczęśliwi. Wyobraziłem sobie idealną sytuację, gdy piszę na gg z dziewczyną i śmieję się z tego o czym piszemy, a bracia przechodzą obok i widzą jak śmieję się do monitora. Monitor, a tyle radości.
      Kiedyś dokończę pewnie jeszcze ten temat i opiszę inne problemy dzieci, młodzieży i ich rodziców.
 
 

*www.newsweek.pl
Obraz pobrano z: 
https://encrypted-tbn0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcTgUdLNqwpxSyXr1eHn1wyJoNpZBpcV9CZbik7N_2I75seVUnbo